Beznadzieja...
Gdy myślisz że wszystko układa się w najlepszym porządku, gdy życie wraca do normalności...
Zawsze znajdzie się ta osoba która udowodni Ci że się mylisz... Że wszystko jest szare jak było, a życie nadal będzie Cię udupiać na każdym kroku.
Nie to nie jest Emo. nie będę się ciąć, anie wieszać pod drzewkiem.
Mam po prostu cholernego wkurwa na tych którzy coś obiecują a później zapominają albo po prostu im się nie chce... Nienawidzę takich ludzi.
A co boli najbardziej? Że są to ludzie dla mnie najważniejsi.
Log out from this fuckin' world.
komentarze [1]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
Last Christmas
Szybkie podsumowanie.. Dawno mnie tu nie było. Miałam trochę zaniedbanej roboty. Liczyłam na zmianę obrotu życia i co więcej chyba mi się udało :D Ogólnie wczoraj spędziłam bardzo miły dzień w Warszawie z Marevisiem ^_^ I w końcu dostałam moje zaległe naleśniki :D Pycha były tylko że nawet mimo wielkiego głodu bo nie jadłam prawie cały dzień szykując się na nie, nie mogłam zjeść więcej niż 5. Co nie zmienia faktu że były wspaniałe cudowne i w ogóle och, ach :D
Poza tym dziś czeka mnie pogrom w domu w postaci sprzątania świątecznego :P Mamo miałam ochotę na to sprzątanie 2 dni tego co zakończyło się porażką z uwagi na zbyt wielką miłość do Herosów 3. :D No niestety takie jest życie :P Trzeba mieć jakieś priorytety. Mam nadzieję że moim dziś zostanie szmatka do kurzu i inne tego typu akcesoria... Mam bynajmniej taką nadzieję.
A na razie się obijam i nie mogę oczków oderwać od mojego nowego szabloniku który zrobiła mi Ate. Dziękuję kochanie jest po prostu cudowny :D A zaraz trzeba się ostro za siebie zabrać bo dużo roboty na mnie czeka. Dużo za dużo...
Log out.
komentarze [2]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
19 lat minęło...
19 lat na karku... cóż więcej? chyba nic.. dzień jak każdy inny...
nie jeden z gorszych...
pociesza tylko fakt że w tym roku pierwszy raz od 5 lat nie jestem sama tego dnia.
mam narazie dość. nie wiem kiedy nowa notka będzie. chyba chwilowo pauzuję...
komentarze [0]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
ehh...
Zły weekend. Zdecydowanie bardzo zły... Fakt że w sobotę było szkolenie niewiele tu zmienia bo poprawiło mi ono humor, ale na krótki czas, bo już w jego trakcie dzwoniła mamuśka żeby mnie opieprzyć. Świetnie i cudownie. Później już same mniejsze porażki co doprowadziło mnie do szewskiej pasji. Aż w końcu najgorsze... Wymiotowałam całą resztę dnia.
O godzinie 20 trafiłam do szpitala w stanie skrajnego odwodnienia. Czułam się tragicznie, a było tym gorzej że nawet nikt nie mógł mnie odwiedzić. Nawet mama nie mogła ze mną posiedzieć :/ Nienawidzę szpitali... Chociaż z drugiej strony nikt nie musiał oglądać zaryczanej twarzy dzieciaka który nawet nie ma siły się podnieść.
Wczoraj prawie cały dzień przespałam. Budziłam się po czym po 10 minutach znów kładłam się i odpływałam w krainę marzeń... Choć dziś bardziej była to kraina koszmarów. Heh no cóż... przynajmniej spełnia się coroczna tradycja... Znów na urodziny będę chora :/
Do urodzin pozostały 3 dni ciekawe jak za te 3 dni będę wyglądać...
komentarze [0]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
End of...
Wszystko powoli się kończy... Nie wiem co ze sobą robić. Nie wiem czego chcę od życia. Nie wiem co robić Naprawdę nie wiem. Mam taki pierdolnik w głowie że naprawdę nie wiem co się dzieje! Nie umiem na żadnym gruncie się odnaleźć.
w domu ->> do dupy :/ Ciągle się kłócę z mamą i z Termim. Z młodym też nie jest różowo, powoli już szlag mnie trafia. Prawie codzień siedzę próbując zebrać myśli ale to na nic bo zaraz nowa wojna wybucha... Żebym chociaż wiedziała o co...
Nie wiem
na uczelni --> do dupy. Ciągle zbieram same 2. Zero pozytywu w tym wszystkim. Jedynie łacina jakoś do przodu i jedyne chyba co mi idzie. :/ Jutro jadę do dziekanatu dowiedzieć się czy dam radę się przenieść. Może mi się uda bo to by było jedyne wybawienie dla mnie...
wśród znajomych ->> lipa. Najbliżsi potrafią nieźle dokopać zwłaszcza gdy zależy na nich jak nigdy wcześniej w życiu. Gdy potrzebujesz pomocy bo wszystko wokół się sypie oni mówią "sory noł bonus" i jest dupnie...
w serduszku --> raz lepiej raz gorzej. Uczucia raczej mieszane ale to i tak chyba aktualnie najstabilniejszy element mojego życia. A przynajmniej na razie tak mi się wydaje i chciałabym żeby tak pozostało. Znaczy nie że jedyny, ale żeby pozostał w miarę stabilny.
w zdrowiu ->> gdy tylko wyjdzie że jedno jest zdrowe znajdzie się kolejna rzecz, w której lekarze mogą udupić. Zostało mi już tylko czekać na kolejne wizyty u lekarzy, a znając nasz system opieki zdrowotnej to potrwa to z pół roku :/ Dziś skierowanie dostałam i czekam do lutego :/ Mam gdzieś taki układ.
BOJĘ SIĘ!!!!!!! ;(
komentarze [5]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
<< 3~
Jakoś humorek mi się poprawia powoli. Po wizycie u lekarza jakoś łatwiej mi się uśmiechać. Wynik wyszedł pozytywny więc jestem bardzo szczęśliwa... tylko dlaczego to tak boli? Chyba nie powinno boleć skoro wszystko jest ok, nie? Ale dostałam skierowanie do ortopedy... Ciekawe na kiedy termin... czerwiec? T_T nienawidzę polskiej służby zdrowia. Na terminy do lekarzy czeka się pół roku, jak nie dłużej. Nawet (a zwłaszcza chyba) do kardiologa... No przecież to paranoja. Zdechnąć można a nie się wyleczyć. T_T Ehu...
A co u mnie nowego? Na uczelnię wróciłam w końcu po choróbsku i jestem względnie zadowolona. Jakoś mi tak lepiej na serduszku. Zaliczam wszystko na bieżąco jeszcze tylko została mi łacina i jeden spr. z konwersów. Będzie ciężko ale myślę że jakoś sobie poradzę. Właśnie mam chwilową przerwę w nauce bo łepek mnie pobolewa i nie mogę się skupić. Może po herbatce przejdzie. Zobaczymy.
A wczoraj spędziłam bardzo miły dzionek. Rano obudziłam się tocząc zażartą wojnę z Misiem żeby wstał xD. Śmiechowo było, a później na zakupy i do domku poleżeć po czym pojechać na uczelnię żeby znów z naszym Gramatykiem umierać ze śmiechu. Kocham te zajęcia chcę wszystkich takich wykładowców :) Aż chce się chodzić. A później wróciłam do domku, zjadłam i pojechałam do Martusi :** Była Dziołcha i oglądałyśmy Staszka, a później Ahmeda. I co i rusz to zgon:
*Knock, knock*
-Who's there?
-Me! I kill you! :D
No Ahmedzik poprawił humorek :) A później cały wieczór wariowałyśmy na jego punkcie. Następnie pojechałam do Dominika i na spotkanie z Czarną :** Bardzo miło było się spotkać :) Szkoda tylko że wczoraj obie byłyśmy takie padnięte ale mam nadzieję że już dziś uda się nam to nadrobić :)*.
A teraz chyba czas najwyższy na to żebym zabrała się za robotę bo jutro mnie cały dzień nie będzie więc wypadałoby się pouczyć i odrobić co mam do zrobienia chociaż na poniedziałek xD. Pozdrówki dla wszystkich :**
komentarze [1]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
Niuf
Fynnuch znów chora. Leżę sobie cały dzień w łóżeczku, czasem siądę do kompa, jak tylko lepiej się poczuję. Co mówią lekarze? Diagnozy są różne... jedne bardziej pocieszające inne załamujące, ale staram się o tym nie myśleć, żeby nie psuć swojego i tak wybrakowanego humorku.
Chcę już coś ze sobą zrobić. Nienawidzę leżeć i nic nie robić. Myślę że szybko to się skończy i będę mogła wywlec swoje schorzałe kości na zewnątrz, bo fixuję już siedząc w domu. Błagam niech mnie ktoś zabierze. Najwyżej zdechnę z bólu gdzies po drodze ale nie wytrzymam takiego leżenia!
Patrzę za okno i ogarnia mnie nieprzyjemne uczucie. Samotność jest tragiczna. Za oknem migocą płatki śniegu, które z chęcią bym zebrała, jednak jest to niemożliwe... Za oknem mroźny wiatr, który mógłby zmierzwić mi włosy, lecz to też tylko marzenie. Za oknem zapada zmrok, lecz obserwuję go tylko zza lustra szyby. Nie mogę tam być, nie mogę cieszyć się tym co dawało mi radość co roku o tej porze.
Nadeszła jesień, ale już ta mroźna. Moja ukochana pora, gdy wszystko przykrywa biel śniegu, gdzie można zapaść się w zaspie. Gdzie lasy są takie białe i delikatne, gdy zwierzęta szukają już miejsca na nocleg zimowy. A teraz? Co?! Jestem chora! Siedzę w domu i mam już dość tego paskudztwa! Chcę stąd wyjść! Niech mnie ktoś zabierze bo sfixuję siedząc tu sama ;( nienawidzę samotności.
Cóż... Zbliżają się urodzinki... i to wielkimi krokami... kolejna rzecz napawająca optymizmem... gdyby nie fakt że to już 19. a za chwilę 20... Nie wiem co się ze mną dzieje. Moje myśli wyrywają się gdzieś daleko poza horyzont marzeń, ale wydają się one zarazem takie realne, tak mi bliskie... Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Chyba ból i samotność w domu odbierają mi rozum...
Podsumowując:
humor: przeciętny ale jestem w stanie się uśmiechnąć
sen: 8 h czyli w normie
waga: 48kg - czyli spadek
muzyka: Silent hill 2 - Room 312
Spełnione prośby: wieczorek szczerości... chcesz to pytaj...
heh: log out ...
komentarze [2]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
Szczęście...
Dużo się dzieje ostatnio, aż nie mam czasu aby jakąś notkę skrobnąć. Ogólnie życie ucieka, ale wszystko idzie do przodu. Chodzę szczęśliwa. Jestem szczęśliwa. Nie muszę tego udawać bo w moim serduszku gości miłość i radość. Krótko mówiąc mam wspaniałego faceta, którego bardzo kocham i wspaniałych przyjaciół na których zawsze mogę liczyć. Dziękuję :** Co ja bym bez Was zrobiła...
W poprzedni weekend był Rajd Kormoran. Wybawiłam się fantastycznie. Mogłabym jeździć częściej na rajdy. Po drodze był jeden niemiły incydent, ale nie warto o nim mówić... aaa no i boreliozę chyba załapałam bo jakieś ugryzienie mam i wygląda jak po kleszczu i drętwieje mi łapka. Niefajna rzecz, ale cóż... w piątek lekarze zobaczą czy będę brała antybiotyki. Mam nadzieję że nie bo jakoś mi się to nie uśmiecha :/ Ale rajd stoi pod znakiem + :D Poznałam kilku świetnych chłopaków i świetnie wybawiłam się ze starymi znajomymi! Pozdro dla Tomaszowa! :)*
Wczorajszy dzionek też minął bardzo przyjemnie. Najpierw posiedziałam z moim Misiakiem a później z Arkiem. Chcę więcej takich dni. Tęskniłam za tym żeby móc posiedzieć z kimś znajomym przy kawie, obejrzeć dobry mecz kątem oka i posłuchać dobrej muzyki. Do tego bardzo miły spacerek. No żyć nie umierać :)
Do tego wczorajsza impreza na Halloween mnie wykończyła xD Dziuńka jesteś boska :* Wygibasy przy miotłach i widłach były niemożliwe. A te czarne szatańskie twarze xD A ja miałam za aniołka robić a Wy małpy żeście mi skrzydła węglem uwaliły i musiałam w domu się na czarno przebierać xD A miało być tak fajnie :P . Szkoda tylko że baterie w aparacie padły :P Ale cóż to w końcu życie xD. Chcę więcej takich imprez. Ale chyba teraz najbliższa to moje 19. urodzinki. Jeszcze równe 4 tygodnie! Jupi :D Cieszę się. Mam nadzieję że uda nam się zorganizować świetną imprezę :)
A dziś czas na powrót do szarej rzeczywistości... Niedługo wybieram się na groby. Jak co roku nie dałam się nigdzie wyciągnąć. Idę tylko na grób Dziadka i nad rzekę. Nie odpuszczę sobie. Muszę tylko skołować kasę na znicze. Ale to raczej nie będzie problem.
Nie lubię za bardzo tego święta. Jakoś zawsze wtedy coś mnie trafia, chodzę smutna, zamyślona, albo wręcz przeciwnie nie mogę się na niczym skupić. Ale cóż.. takie już jest życie. Dziś też obudziłam się zbyt późno. Spałam ponad 12h. Sen dobrze mi zrobił. Uspokoiłam swoje myśli i wszystko zapowiada się dobrze. Tylko wiem że wieczorem znów siądę i będzie smut, bo będę siedzieć sama. Nienawidzę siedzieć sama... :/
Logout
komentarze [2]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
This is not the end...
Dziwny dzionek. Rano oczywiście zaspałam bo poprzedniego dnia miałam niezłe jazdy z ojcem i nie wiem w sumie co o tym myśleć. Raz fajnie bo chwili burda i znów tuli tuli z Termim. Nie wiem co o tym myśleć, ale trudno... przemyślę to na spokojnie po czasie.
Po wstaniu rano zaczęłam się ogarniać kiepsko mi szło bo nadal boli mnie łepek i nie mogę nic z tym zrobić. Jakoś tak co jakiś czas to wraca. Mam ketonal przy sobie, ale robię wszystko żeby go nie brać, bo to cholerstwo szybko uzależnia. Byle do później... wytrzymam....
Dopadło mnie na płacz... Niestety nie wszystko jest takie piękne żeby móc się uśmiechać cały czas. Jestem dobrą aktorką jednak nie zawsze potrafię się uśmiechnąć. Zwłaszcza gdy jestem spychana na skraj wytrzymałości psychicznej. Przeszłość za często daje o sobie znać, zwłaszcza w jesienne dni. Za często próbuję ją odgrzebywać. Nie umiem tak do końca znaleźć swoje miejsce w rzeczywistości. Za często powracam do tego czego już nie ma i na pewno nigdy nie będzie.
Dochodzę do wniosku że sprzątanie szuflad i szafy jest bardzo złe. Zatrzymuję się przy nim na zbyt wiele czasu i mam chwile a nawet całe godziny i dni na tym co było. Odnajduję wspomnienia z czasów o których dawno powinnam zapomnieć. Ale kurcze ja nie chcę o nich zapominać. A powinnam już dawno. Może jestem głupia i naiwna ale nie chcę zapominać. Wiem że powinnam żyć dniem dzisiejszym a wspomnienia nie powinny być moją teraźniejszością. Jednak jest zupełnie inaczej. Ja żyję wspomnieniami czyli PRZESZŁOŚCIĄ i marzeniami, czyli tym co może być lub nigdy się nie wydarzy, a gdzie tu do cholery miejsce na TU i TERAZ?! Heh skrzywienie psychiczne na całe życie...
Na razie nic nie robię... Kombinuję dużo za dużo... Potrzeba mi spokoju. Potrzebuję zwolnić... Chciałabym gdzieś wyjechać na weekend, ale raczej nie mogę sobie na to pozwolić. Mój fundusz jest dużo poniżej 0... Muszę znaleźć więcej ludzi na korki, trudno najwyżej się przepracuję i zostanę pracoholikiem, ale w tej chwili potrzebuję gotówki... pilnie... prawie na gwałt. Muszę to jak najszybciej załatwić.
Łapię się na tym że zaczynają mnie cieszyć małe rzeczy, tak choćby róża od Łukasza, jak choćby głupi buziaczek (:*) wysłany na gg... Heh... ale chyba zawsze tak było, tylko nie przywiązywałam do tego takiej wagi. Niby wszystko ok, ale jednak coś jest nie tak jak to sobie zawsze wyobrażałam. Nie wiem co ze sobą robić i to chyba najbardziej mnie boli. Chyba czas najwyższy na wycieczkę na wieś na naładowanie baterii. Będzie dobrze bo musi być, a jak nie musi to zrobię tak żeby było.
Nie ma tak że chcę się poddać temu co jest... Nie... Postawiłam sobie cel. I choćby się waliło, choćby się sypało to mi się uda. Musi mi się udać. Na pewno mi się uda.
komentarze [2]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
za szklaną przesłoną
Siedzę sobie pół dnia przed kompem. Nie mam co ze sobą zrobić. Nie wiem co się znów dzieje za szybą łez... Same płyną bez celu, nie wiedzą dokąd nie wiedzą dlaczego... ściekają po policzkach w dół zalewając klawisze... może w końcu zatopię klawiaturę... eh nie wiem już co myśleć. Niby wszystko pięknie ładnie, ale jednak coś jest nie w porządku ... cóż... takie już życie i na to się nic nie poradzi... a jednak trzeba umieć przezwyciężyć łzy uśmiechem...
ciężko...
Ciągle siedzę sama w domu. Czekam na coś sama nie wiem na co... Wolałabym żeby wyglądało to inaczej, ale cóż... siedzę dalej czekając aż wpadnę na jakiś genialny pomysł, chociaż dzisiejszego dnia nic chyba nie jest genialne... Przez mamuśkę mój prezent nie wypalił, mam ochotę ją udusić, ale wyjechała więc się nie da... cóż... może kiedyś...
Cały dzień na minus. Spisany na straty. Wszyscy wokół spędzają go ze swoimi bliskimi ... a ja wciąż siedzę sama... Szklane zwierciadło przesłania mi wzrok. Chyba zaraz wyjdę z siebie i stanę obok :( nie umiem... albo i nie chcę się zmienić. To wszystko mnie przerasta...
Starczy narzekania... Czas na coś przyjemniejszego:
Wszystkiego najlepszego wszystkim facetom których znam! W końcu to Wasze święto!!
Log out.
komentarze [4]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
No to hop...
No to dziś wyjazd w góry... cieszę się cholernie. W końcu opuszczam to głupie miasto. Mam już dość spędzania tu całych dni. Jest po prostu nudno T_T Nie wiem co tu ze sobą zrobić. Może chociaż tam trochę odpocznę od codziennych krzyków które mam zafundowane w domu. Bardzo mi na tym zależy. Bo choć z rodzinką spędzam może z godzinę, dwie dziennie to niezłego kopa mi dają. Ale cóż... jadę może w końcu odpocznę bo bardzo mi na tym zależy....
No a cóż poza tym? Jakoś mi się żyje. Wczoraj byłam w LO V i tu szczególne pozdrowienia dla pani Bożenki i Myszy która poprawiła mi humorek :) Ogólnie w szkole bawiłam się świetnie. Niestety wczorajszy wieczór wyglądał już zdecydowanie gorzej.... Tam już nie było fajnie a łzy ostro ciekły po policzkach. Nie mogłam ich powstrzymać... przepraszam....
A teraz siedzę i kombinuję kasę na wyjazd. Musi mi się udać bo nie wytrzymam siedzenia w domu. Kurcze nie chcę już tu siedzieć mam dość! Cholernie dość. Chcę wyjechać móc w spokoju posiedzieć z bandą znajomych. Poza tym niedługo zaczyna się rok akademicki... Heh mam dość >.<
Ale humorek trzyma się powyżej lini 0.
komentarze [1]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
ehu
Heh... chyba było zbyt dobrze. Tyle dni chodziłam ciągle z uśmiechem na twarzy,... Czasem był wymuszony, częściej nie... Ale cóż... żyłam z uśmiechem wierząc w lepsze jutro. Żyłam swoimi marzeniami i złudzeniami. Teraz zaczęłam się nad nimi zastanawiać. Nie wiem czy to było dobre... W sumie wiem czego chcę od życia. Powoli zaczynam małymi kroczkami wyznaczać sobie cele...
jutro wyjazd... zobaczymy co dalej...
mood: huśtawka :/
komentarze [1]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
3 latka...
Nio to minęły już 3 latka jak mam tego blogaska. Długo, a może krótko... nie wiem nie wnikam. W każdym razie opisywałam tu te szczęśliwsze jak i gorsze dni w moim życiu. Bywało ciężko, bywało radośnie. Dziękuję wszystkim którzy od czasu do czasu tu zaglądają, choć czasem nawet ja o tym nie wiem :P bo śladów to nie można po sobie zostawić, nie? :3
No w każdym bądź razie. Ja na razie tryskam optymizmem. Jakoś żyję. Ciągle do przodu. Gnam, pędzę z wiatrem, ale wyjątkowo dobrze się z tym czuję. Kolejny dzień miałam zaplanowany od rana do późnego wieczora. Nie wszystko wyszło tak jakbym chciała bo starzy mnie udupili i nie dali kasy :/ no ale cóż... jakoś żyję dalej :D Byle do przodu :D I cóż dalej? Hmmm... No niby byłam dziś u pani psycholog. Całkiem fajna z niej babka. I wprowadziła mnie w fajny nastrój jakoś tak nie wiedziałam w ogóle co się ze mną dzieje. Ale kazała mi przypomnieć sobie najgorsze chwile z mojego życia... bolało... ale cóż... żyję. Następnym razem będzie lepiej. Umówiłam się z nią na wtorek. Znów będzie fajnie :D Pośmieję się jak za starych dobrych czasów.
Zadała mi nawet pracę domową... Asiu pomyśl jak pogodzić małą Joasię z poważniejszą i doroślejszą Joanną... No nie da się no xD po prostu się nie da... tak się nie da zrobić. Bo jedna ciągnie w jedną stronę, a druga w drugą. i obie robią pierdolnik z mózgu. i jak tu żyć jak się ma 2 wariatki w świadomości... dwie które są swoimi przeciwieństwami... no czy ktoś raczyłby mi to wyjaśnić? bo ja już nie wiem... eeee... ale w sumie... czy to ważne? nie zdecydowanie nie. udało mi się odzyskać spokój i co najważniejsze uśmiech i nie mam zamiaru tego zmarnować :D
Tak więc drogi blogasku śpiewam Ci sto lat! I mam nadzieję że długo pozostaniemy razem xDD
p.s. Boże czy ja właśnie rozmawiam z mikroskopijnym fragmentem internetu?? x_X

to był pierwszy gifek który tu wylądował... ^^
komentarze [4]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
...
I cóż? Nic się nie dzieje... No jak nie?! Kurde dzieje się dużo. Cholernie dużo... za dużo... Mam w głowie taki pierdolnik że nie jestem w stanie go ogarnąć. Nie wiem co się wokół mnie dzieje... Nie wiem po prostu nie wiem... Nie chcę tak. Potrzebuję kogoś kto znów sprowadzi mnie na właściwą drogę. Nie wiem kiedy to nastąpi. Nie wiem kiedy znów wrócę na swój tor.
Czuję się jakby ktoś wyrwał mi skrzydła i pozostała po nich wielka jak stodoła dziura. Nie to nie miało być radosne. Po prostu czuję że wypalam sie. Czuję że czegoś mi brak, że jakaś cząstka mnie się gdzieś ulotniła. Wciąż mi czegoś brak, zupełnie jak jednego puzzla z układanki. Dotykając ramion czuję taki nieprzyjemny chłód. Gdzie jeszcze niedawno spoczywały jego dłonie. Dlaczego tak musi być?
Czuję niemiłosierną pustkę wokół. Nie wiem dlaczego ale czuję że świat się obraca o 180 stopni, a przecież to nieprawda... Może to po prostu ja się zmieniłam i za dużo od niego wymagałam? Może czas zwolnić? Przystopować. Zatrzymać się przy tym co udało mi się zmienić w tak krótkim czasie? Może po prostu powiedzieć pas. Zaakceptować rzeczywistość i tak w niej żyć. Małymi kroczkami do przodu? Nie wiem które rozwiązanie jest lepsze... Wiem tylko że w niektóre rzeczy nie warto się już pakować.
Byłam na Kopankach. Heh nie wiem ... uczucia zdecydowanie mieszane. Niby pozytyw, ale jednak nie do końca. Sporo mnie to kosztowało, aby się tam zjawić. Ale ludzie na szczęścia mnie podbudowali. Dużo się tam działo. Ale chyba więcej pozytywów niż rok temu. Zdecydowanie więcej plusów niż rok temu. Choć minusów chyba też więcej więc bilans podobny jak rok temu. Cóż... Żyjemy dalej.
Wczoraj były urodziny Dominika. Dzień minął szybko. Ale na szczęście udało się wyrwać z domu. Posiedziałam z Malwą pośmiałyśmy się. Udało się poprawić humor. Jak widać nie na długo. Ale cóż. Wciąż widzę... Wieczór spędzony w Pryzmacie nie najgorszy. Wiec dzień raczej na plus, niż na minus.
A dziś cóż? Pół dnia przespałam. Czekam na Malwę aż do mnie przyjedzie. Umawiam się na bieżąco z ludźmi, żeby tylko nie siedzieć sama. Na razie kalendarz mam wypchany, co niemiłosiernie cieszy, bo na to żeby siedzieć samej i myśleć nad głupimi rzeczami mam mało czasu, a to niemiłosiernie cieszy.
Teraz czeka mnie walka z lekarzami. Ale to od poniedziałku. Postanowiłam że od poniedziałku wezmę się ostro za siebie. Jestem już poumawiana na codzienne wizyty u lekarzy. Od tego będzie zależało czy pójdę na operację czy nie. Boję się ale cóż nie mogę się bać. Banan na mordę! Ucha do góry i Love the world! Fuck the rulz!
No i od poniedziałku zaczynamy rzucanie palenia i picia... Ograniczamy od dziś oba punkty. Ale od poniedziałku będzie hardcore. Trzymajcie kciuki może mi się uda.
Chciałabym serdecznie podziękować kilku osobom:
> Andarkowi < za bardzo przyjemną rozmowę, gdy przyjechałam na kopanki. Bardzo mi ona pomogła.
> Czarnej < jeszcze raz sto lat kochana ^_^
> Leetowi < i > Pawłowi < za zajebistą nockę ;)
> Malwie < po prostu za to że jesteś! Rozumiesz mnie i jesteś tu zawsze gdy tego trzeba! Kocham Cię
> Okruszkowi < za wspaniałą rozmowę, która naprawdę podniosła mnie na duchu. Nie wyobrażasz sobie jak bardzo potrzebowałam takiego kopa motywacyjnego.
> Peakowi < za mile spędzone kilka dni w Olsztynie. Bardzo mi one pomogły. Nawet nie wiesz jak się ciesze że znów mogłam Cię spotkać.
> RadaZowi < za wszystkie rozmowy. Dzięki chyba tylko Ty potrafisz moje łzy zmienić w uśmiech.
> Radkowi za fantastycznie spędzone chwile i za srogo poważne rozmowy na gg. dzięki i do zobaczenia!!
> Recowi < za jeszcze durniejsze fotki niż zawsze ;)
> Rybci < Za to że jesteś. Że masz kom. w orange i mam do Ciebie darmowe, przez co mogę do Ciebie dzwonić, a Ty nie powiesz nie. Za dobre rady w każdej sytuacji.
> Seraphowi < za wielką pomoc jaką od Ciebie dostałam. I to nie tylko tamtego wieczoru, ale przede wszystkim za nasze spotkania. Czekolada rulezz ^_^ Dzia Krzychu ;)
> Utkowi < bo jesteś po prostu zajebisty :D i za wspólne picie w urodziny/imieniny Czarnej :)
komentarze [2]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
Mrrrr
Czuję się cholernie dziwnie. W sobotę straciłam swoje największe szczęście w życiu. Coś co myślałam że już zawsze będzie przy mnie i nigdy się z Tym nie rozstanę już aż do śmierci. Jednak moje marzenia znów gdzieś odpłynęły, tak daleko, daleko poza horyzont moich możliwości. Ale cóż może tak właśnie miało być. Może to nie był kolejny kaprys złośliwego Losu, a właśnie tak musiało się potoczyć moje życie. Cóż ... tak czy inaczej ... osłabłam fizycznie i psychicznie od tego czasu. Ta data zawsze pozostanie w mojej pamięci jednak złym wspomnieniem. Trudno... Nie wcale nie trudno!! Jest mi z tym cholernie źle. Nie umiałam nawet zatroszczyć się o To co kochałam najbardziej w życiu. Czuje się z tym podle... Jakoś ciężko mi się odnaleźć w tym NOWYM życiu. Ciężko się pogodzić z przeszłością. Z tym co było i nie wróci. Wspomnienia wracają żyją we mnie. Są takie bolesne że czasem aż ciężko się od nich oderwać. A jeśli się uda to uczy toną w morzu łez, które nie chce wyschnąć nawet na kilka chwil. Dlaczego Los jest taki okrutny. Daje mi promyk szczęścia by zaraz później go odebrać i zabić wszystko co było motorem napędowym całego życia? Po co w takim razie żyje człowiek? Spotyka nas tyle nieszczęść w ciągu całego żywota... Więc po co?! A no odpowiedź jest dość prosta... bo oprócz morza wylanych łez pojawia się miliard promieni uśmiechu, które często potrafią oświetlić życie i to nie tylko nasze ale i innych. Czasem właśnie zapłakana twarz może skłonić inna osobę do myślenia. Można mu pokazać że potrafi się wyjść z każdej nawet najcięższej sytuacji bo mimo wszystko trzeba walczyć, a co jak co ale walki z życiem się nie przegrywa! Nie można! Trzeba uparcie dążyć do celu jakikolwiek miałby on być...!!
więc
Żyję dalej....
<3
komentarze [5]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.