man page

.something about me.




.archiwum.
2004
sierpien (17)
wrzesień (5)
październik (7)
listopad (1)
grudzień (2)

2005
styczeń (1)
luty (2)
marzec (1)
kwiecień (7)
maj (3)
czerwiec (3)
lipiec (1)
wrzesień (2)
październik (1)
listopad (6)
grudzień (1)

2006
styczeń (2)
luty (3)
marzec (2)
kwiecień (1)
maj (4)
czerwiec (5)
lipiec (1)
sierpien (4)
wrzesień (7)
październik (4)
listopad (5)
grudzień (4)

2007
styczeń (7)
luty (1)
marzec (4)
kwiecień (4)
maj (4)
czerwiec (2)
lipiec (2)
sierpien (3)
wrzesień (2)
październik (1)
listopad (6)
grudzień (1)

2008
kwiecień (1)


.layout.
credits: fynnuch
layout: ate verbti
pics: minitokyo

           


Miły dzionek... kolejne marzenia

Kolejny zwykły dzień z mojego życia. Nic praktycznie dziś nie robiłam. Rano toczyłam wojnę z prostownicą, którą ostatecznie przegrałam ==’. No ale cóż. Poszłam sobie do szkoły i okazało się, że nie mamy pierwszego polskiego. Ale spoko. Poszliśmy do klubokawiarni i siedzieliśmy sobie po cichu. Próbowałam dokończyć pracę z angielskiego, a chłopacy odpisywali ode mnie to co miałam. Przyszła pani dyrektor i zabrała moje i Grześka ćwiczenia. Była niezła awantura.
Na drugim pisaliśmy test z biologii z pierwszej klasy. Nie był taki trudny... Jasne a jak przyjdą wyniki to będzie 0pkt. Hahaha... Na 3. lekcji był WoS i sprawdzianik o konstytucji. Boże ileż można??!! Później na wychowawczej przyszła do nas pielęgniarka i zaczęła coś tam opowiadać, ale za bardzo nie pamiętam o czym to było. Jak zwykle ledwo było ją słychać. Na religii byłam w Eclercu, czy jak to tak się zwie, na zakupach, ale nie znalazłam nic ciekawego. Wróciłam do szkoły z dziewczynami.
Na ostatniej lekcji był angielski. Nie było nic ciekawego. Najpierw ktoś tam odpowiadał z ostatniego tematu, a później dostaliśmy sprawdziany. Dostałam 4- mogę być z siebie dumna, bo nic się nie uczyłam. :P Zwolniłam się z 5 minut angola, żeby zdążyć na 15, a później przesiąść się w 2. Musiałam zastosować ten manewr, bo po szkole musiałam biec do sklepu, gdzie kupiłam Łukaszowi spóźniony prezent. Czy ja zawsze muszę robić wszystko po czasie?? XD i to prawie tydzień.
Zapłaciłam za wszystko i poszłam na autobus. Szczęśliwym trafem akurat przyjechało 26, więc mogłam od razu pojechał do kumpla. Byłam u niego koło 14:15. Dałam mu prezent, chyba się ucieszył, taką mam nadzieję. Trochę sobie porozmawialiśmy. Ogólnie dobrze mi się z nim rozmawiało. Fajny z niego kumpel. Prawie cały czas się śmiałam. Udało mi się zapomnieć o tym co jutro mnie czeka, niemal całkowicie.
Po 17:20 byłam w domu. Tak więc od godziny nic nie robię tylko uderzam w klawisze... Siedzę na gg i dołuję ludzi ^^” no dobra powiedzmy, że staram się być optymistką, ale nie do końca mi się udaje. Staram się jakoś nad sobą panować. Właśnie odpalam kolejne świeczki i stawiam je na biurku, stoliku i parapecie. Chcę żyć?? Ale nie wiem czy tak do końca... nawet nie wiem czy mogę... Ciągle myślę o jutrze... Muszę zebrać siły...

Przecież mam dla kogo żyć, nie?



komentarze [5]

.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.