
17 urodzinki :(
Znów kolejny beznadziejny dzień. Mamuśka wyjechała wczoraj i wróci jutro. Po raz kolejny spędzam urodziny bez niej... mam już tego dość... dlaczego nigdy mi się nie udaje?! Chciałabym żeby wszystko było tak jak wtedy gdy miałam kilka lat. Byłam zdrowa, miałam przyjaciół, wiedziałam że ludziom można zaufać, ale bardzo się myliłam... tak bardzo... Tyle razy straciłam wiarę w ludzi, a przede wszystkim w samą siebie.
Dziś skończyłam lat 17. Cieszyłam się bo w końcu mam ten „rok” więcej ale to nic nie zmieni. Dalej w domu będzie to samo... będę wracać do domu koło 8... jak zwykle..., całonocne imprezy będą rzadkością... Ehhh takie życie, chyba po tylu latach powinno to do mnie trafić, a ja ciągle żyję złudzeniami....
Już dawno powinnam wiedzieć gdzie jest moje miejsce, że nie powinnam sobie utrudniać życia, ale po co? To nie byłaby Fynn... leków nie biorę już kilka tygodni... wiem że skazuje siebie na większe cierpienia ale też kieruje mnie to w stronę innego życia...
Byłam dziś u Łukasza. Czuł się źle.. Mizernie wyglądał. Widać po nim że jest chory... Czułam się źle, bo wiedziałam że nie mogę mu pomóc. Tak bardzo chciałabym móc pomóc moim przyjaciołom za to że są przy mnie, a nie potrafię... To uczucie mnie dobija.
Siedzę sobie teraz sama w swoim pokoju, Myślę nad tym co jest i było,
lecz wiem że wiele rzeczy bezpowrotnie i na zawsze się skończyło.
Chciałabym żeby one powróciły, aby świat stary powrócił,
Lecz wiem że to niemożliwe a wspomnienie życie me znów smuci.
a to mój prezent od kumpla:
komentarze [9]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
wiersze
W życiu niewiele się ostatnio dzieje. Z dnia na dzień pogłębiam się w rozpaczy, ale nie potrafię bezpośrednio przekazać swoich uczuć. Pragnę wyrzucić to z serca, więc pisałam wierszyki.
Zmieniłam szablon. Niedługo nowy avek.. mam nadzieję że się podoba.
XxX
Zaczekaj – krzyczę widząc cię na ulicy
Ty nie zwalniasz... Uciekasz
Gonię cię lecz jesteś jak wiatr –
Nie mogę cię złapać
Biegnę ile sił lecz znikasz mi z oczu
Zatrzymuję się na skrzyżowaniu –
Całkiem sama Nikogo nie ma
I krzyczę z bólem w sercu:
Kocham cię! Ale to na nic
Bo ty nie słyszysz
Lub nie chcesz słyszeć.
Nie czas
Cóż to za dotyk? Tak delikatny i ciepły...
Tak nieznany, a tak bliski.
Otwieram zapłakane oczy.
Widzę twarz Anioła. Tak delikatną i ciepłą.
Wyciągam ku niemu dłoń,
Lecz on się cofa.
Robię krok ku niemu,
Sytuacja się powtarza
„Dlaczego?” pytam szeptem.
„Jeszcze nie twój czas...”
Koniec
Spotykali się dość długo
Co dzień wyznawali sobie miłość
Lecz to wszystko tak nagle
Zupełnie się skończyło
Zabrakło czasu obojgu na miłość
Choć serce ją czuło
Umysł już zwątpił, zabrakło mu sił
A serce krwawiło
komentarze [5]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
dlaczego nic się nie układa?
W czwartek (10.11) byłam na urodzinach (ż)Uli, Pauli i Karola. Wcześniej jednak pojechałam do domu Łukasza, żeby wyprostować Matejowi włosy, co oczywiście się nie udało zbytnie. Znaczy troszkę niby prostsze były, ale nie aż tak bardzo... Za krótkie miał te włosy. Ja też wyprostowałam swoją czuprynkę, przebrałam się i na piechotę drałowałam do Aśki żeby ją oddać. Znów dostałam... :/ Ehh nie będę już tego komentować bo nie mam siły.
Ruszyliśmy w stronę LO I bo tam umówiliśmy się z kilkoma osobami. Matej chciał wkręcić ludziom, że to nie on tylko jego brat. Było śmiesznie jak ludzie zobaczyli prostsze włosy. Myślałam że umrę. xD no i poszliśmy na przystanek i ruszyliśmy do (ż)Uli.
Wszyscy już na nas czekali jak zwykle byliśmy spóźnieni. Jak ja kocham się spóźniać. Od razu zaczęło się rozdawanie prezentów. Chyba ludzie byli zadowoleni... (jak ja pomyślę o moich urodzinach to aż mnie nosi :P). Chłopcy zagrali mini-koncert i było fajnie. Wszyscy zaczęli sączyć co się dało. ^_^. Ja z Alą piłyśmy Redd’s-a. Później przyjechał Mikołaj. W drodze do sklepu pokłóciłam się z Łukaszem, Kubą i Karolem. Byłam maksymalnie wściekła i chciałam iść do domu. Jednak Ala i Ula mnie powstrzymały. A już byłam nieźle wkurzona. Gdyby tylko wzrok mógł zabijać...
Tego wieczoru sporo gadałam z Cichym. Bardzo dobrze mi się z nim rozmawia. Super z niego człowiek :] Paula ma szczęście, że ma kogoś takiego. A co do Pauli... Chodziłyśmy sobie z nią nad jeziorko. I wcale nie byłyśmy pijane. *leci glan* no dobra lekko *leci kolejny glan*. No ba xD. Później wróciłyśmy do domu i chyba trochę za dużo wypiłam. Czułam że ręce mi się trzęsą. To straszne... :P Muszę przestać pić.. *jasne*
Ogólnie impreza się udała. Dowiedziałam się kilku nowych rzeczy, ale nie będę o tym pisać. Bo to nie jest potrzebne.
A w niedziele jak to w niedziele... zamiast odsypiać cokolwiek... umówiłam się z Vifonem na mieście. :P Pochodziliśmy sobie troszkę i zaszliśmy do Smyka. I durna Fynn oglądała misie i każdym po kolei się zachwycała. = =’ Biedny Vifi... nie wiem jak on ze mną wytrzymał. Bardzo się zdziwiłam że mnie nie zabił ani nie zwariował xD. Później zaprowadziłam go do Pauli, a sama poszłam do domu zjeść coś i trochę się pouczyć (dziwne nie xp). O 15 byłam u Pauli i razem poszłyśmy na miasto. Na fosie spotkałyśmy Vifona, Karola, Moriego i Mateja. Czekaliśmy tylko na Młodego i Cichego. Nie trwało to długo i poszliśmy kupić Redd’s-a. Mniami xD. Kocham to piwo.
Później mieliśmy małą sprzeczkę na temat gdzie idziemy. Ale jakoś bez awantury się obeszło. Ostatecznie Matej poszedł do Moriego, a my całą resztą do mnie na piwo. Na szczęście w domu prawie nikogo nie było więc mieliśmy ciszę i spokój ^_^. Póki oni u mnie siedzieli wszystko było w porządku, ale później... Znów byłam sama... w domu pusto. Nawet nie było się do kogo odezwać. Znów w głowie robiło się nieciekawie. Dlaczego nie umiem zapomnieć? Dlaczego wciąż widzę tę twarz przed oczami? Dlaczego nie umiem wymazać tego obrazu z głowy? Dlaczego...??
Boże, ale chyba urodziny wyprawię... 18 osób... fajnie... listę podam może później, a może w następnej notce. To się jeszcze zobaczy :P

komentarze [4]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
Dzień po imprezie ^_^
Jak zwykle będę opisywać dzień poprzedni. To już się chyba staje tradycją, nie? ;)
Wczoraj była impreza u Łukasza w domu. Początkowo miałam na nią nie iść, ale plany się zmieniły. Nie chciałam iść bo trzeba było ubrać się w sukienkę, albo dresy a mnie to nie bawi(-ło) xD. No i oczywiście Aśka nie chciała iść i nie wiedziałam jak to będzie. Ale postanowiłam zaryzykować.
Część szkół wczoraj odrabiała poniedziałek, ale moja na szczęście nie, bo chyba bym zwariowała. O 13 z hakiem spotkałam się z Anką i poszłyśmy sobie na spacer do lasu. Miałyśmy odrobić moją pracę domową z kółka astronomicznego. Siedziałyśmy na ściętych pniach drzew i jak dwie wariatki (którymi przecież jesteśmy) liczyłyśmy słoje na pniach. Musiałyśmy sprawdzić, czy co 11 słojów jeden jest większy. To prawda, więc co 11 lat na Ziemi można zaobserwować wzmożoną aktywność Słońca. Po skończeniu pracy rozpoczęłyśmy kolejną wojnę :). Boże jak ja kocham wracać do lat dzieciństwa, tylko czemu teraz ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę jak rzucam w siostrę kasztanami? Przecież nie jestem taka stara :P
O 16 z minutami zebrałam się z domu. Specjalnie założyłam Jeansy w ten sposób, żeby nie było widać że mam na sobie sukienkę ^_^. Zadzwoniłam do Pauli i powiedziałam jej że przychodzę. Nie wiem czy się ucieszyła, ale chyba tak ^_~. Powiedziała że mam być trochę później niż na 5. W to mi graj. Poszłam do apteki na Pana Tadeusza. Otwieram drzwi... Znaczy nie otwieram bo było zamknięte. Wkurzyłam się bo miałam kupić leki na serce, a nie mogłam. Zaszłam więc do sklepu po coś przeciwbólowego. Skoro nie można zapobiec bólowi trzeba go załagodzić. Ze sklepu poszłam na huśtawki. Na te same huśtawki, na których spotkałam się z Tomkiem. Zrobiło mi się smutno... Ale na pewno jemu tam jest lepiej. Bo człowiek o tak pięknej duszy nie mógł zostać potępiony.
Poszłam pod dom Łukasza. Spotkałam Romka. Powiedział że Naj już jedzie do domu, więc poszliśmy razem na przystanek żeby na niego zaczekać. Chwilę później podjechał autobus, z którego wysiedli: Łukasz, Matej i Cichy. Oczywiście w drodze do domu dostałam kazanie na temat tego że nie mam sukienki. Ale w domu się okazało że jednak mam. Chłopcy przebrali się w dresy. Było śmiesznie ^_^ myślałam że padnę. Ja też przebrałam się w sukienkę (prawie najkrótszą z mojej szafy :P).
Powoli zaczęli zbierać się ludzie... No i doszło do tego że byłam jedyną dziewczyną w spódnicy =_=” Ale co tam?? XD A może teraz zacznę normalnie w spódnicy chodzić. BAKA Fynn!! *lecą glany* Tak czy inaczej impreza była fajna. Zebrało się sporo osób. Trochę pogadaliśmy, trochę posłuchaliśmy muzyki. Ogólnie było świetnie. ^_^ Modliłam się tylko żeby nie spaść ze schodów. :P Nie ja wcale nie byłam pijana . Poznałam kilka nowych osób, w tym Siwego, którego kojarzyłam już z Kalasznikona i Bzyka. Fajni są ci ludzie.
Cieszę się, że w końcu zdecydowałam się tam pójść, bo wiele bym straciła. To chyba była pierwsza impreza od śmierci Piotrka na której się nie zdołowałam. Możecie być ze mnie dumni. No i nie zwaliłam się ze schodów i doszłam prosto do domu. To kolejny powód do dumy. Boże co ja plotę?? :P
A dziś nic nowego. Odpoczywam sobie po imprezie. Z rana byłam w kościele... Nic nowego. Kolejna zwykła niedziela. Później ruszam na podbój Alfy. :) Będzie fajnie. Muszę pogadać z Alcią :) Trzeba dowartościować człowieka, jak na to zasługuje, nie? ;)
Brutalna prawda jest lepszą pociechą
niż najsłodsze kłamstwo.
komentarze [13]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
Koniec normalnego życia
Wczoraj był pierwszy, święto zmarłych. Siedziałam sobie na cmentarzu na grobie dziadka. Płakałam dość długo. Mimo że byłam mała gdy on zmarł, to go pamiętam. Zawsze kojarzył mi się z uosobieniem dobra i szczęścia. Teraz dopiero odkrywam, że niekoniecznie była to o nim cała prawda, a jednak wciąż go kocham.
Mówią że nieboszczyka nie można kochać? Dlaczego nie?! Ja go kocham. Tak samo jak kocham Piotrka, który już też na pewno żyje z Bogiem... Tak jak Tomka, który zmarł tak niedawno!! Ja ich kocham!! Dlaczego ludzie tego nie rozumieją?! Wspomnienia najbliższych są mi milsze niż tych żyjących na tym świecie. Bo dla kogo ja mam żyć? Dla kogo? Kto chce jeszcze oglądać mą zapłakaną twarz? Kto chce widzieć te smutne oczy? Kto chce patrzeć na ociekające łzami policzki. No kto??!! ;(
Byłam też na „naszym miejscu”. Nie mogłam inaczej. Płakałam. Wciąż nie umiem się z tym pogodzić... Co ja mówię?! Ja nigdy się z tym nie pogodzę że Bóg odebrał mi to co kocham. A jednak w Niego nie zwątpiłam. Wiem że to tylko próba, którą muszę przejść... ale nie rozumiem dlaczego... :( jestem smutna. Nie umiem się z tym pogodzić... nawet chyba nie chcę i nie będę próbować... Żałuję że to nie byłam ja... To powinnam być ja...
...wszystko czym żyje wszystko co mam zawsze jedynemu Bogu powierzam..
To moja dewiza życiowa. W sumie tylko to podtrzymuje mnie na duchu =(
A dziś...Kolejny durny dzień. Od rana nic nie robiłam. Byłam w tej durnej szkole i nic nie robiłam. Nie mam już sił do życia, które podobno jest piękne... Wróciłam do domu... Jestem wykończona nie mam na nic sił... Nikt prawie się nie odzywa. Ludzie wymagają ode mnie tak wiele... a ja jestem tylko człowiekiem!! Nie jestem Aniołem!! Choć chciałabym to nie potrafię... Nie umiem... Jestem słaba wewnątrz. Staram się być silna, ale to tylko maska, która znika pod płaszczem nocy... Ja jestem słaba... A na tym świecie nie ma miejsca dla ludzi słabych.
Boję się każdej kolejnej sekundy... Życie płynie w złą stronę, a jest już za późno na zmianę kursu. Łódź przybiła do portu, z którego nie potrafię odpłynąć. Przyjaciele są tak daleko. Sama ich opuściłam, sama odpłynęłam z ich portu. Jeszcze nie wiedziałam co robię. Chciałam wszystko zrobić sama. Odbijały się na mnie niespełnione niegdyś ambicje. Ale jest już za późno. Dla mnie nie ma już ratunku...
komentarze [14]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.
Wojna światła i cienia
1 listopada... Jeszcze tylko 28 dni... Równo 4 tygodnie... Boże cieszę się jak małe dziecko ^^” Pomińmy ten szczegół.
Ostatnio załapałam mega-doła. Ale jakoś mi przeszło. W niedziele była u mnie Ania. Miałyśmy iść do parku pouczyć się historii, ale to nie byłoby w stylu Fynn :] Weszłam na gg i pogadałam chwilę z kumplami i ostatecznie poszłyśmy z siostrą na miasto. Na fosie spotkałam Moriego i Mateja i chwilkę z nimi pogadałam. Chcieli żebym zaczekała z nimi na powrót Łukasza i Romka, ale nie mogłam odpuścić sobie tej wojny xD.
Pobiegłyśmy z Anką do parku i zaczęłyśmy się rzucać liśćmi. Ale to była zbyt lekka artyleria. Po chwili po całym parku i w okolicach Łyny latały żołędzie i kasztany. Ludzie musieli chyba się nieźle z nas śmiać. Dwie 17-letnie dziewczyny latają po parku z liśćmi we włosach i rzucają się wszystkim co się da (no prawie xp). To musiało wyglądać komicznie. Ale nie interesuje mnie to. Przynajmniej zapomniałam na chwilę o wszystkim co złe... Powróciłam do „kraju lat dziecinnych” ^-^.
Wróciłyśmy z Anką na fosę, ale nikogo już tam nie było. Puściłam Łukaszowi sygnał. Posiedziałyśmy chwilkę same i próbowałyśmy się doprowadzić do normalnego stanu, ale ciężko nam szło. Po chwili przyszli Łukasz z Romkiem, a z góry pomachali nam na pożegnanie Mori i Matej. Zapoznałam Ankę z chłopakami, a oni nie wyglądali na zadowolonych. Chcieli zabić Karola ^^ biedactwo... ale tak to jest jak się nie przychodzi na czas. Dzwonili do niego kilka razy, aż w końcu wpadli na genialny pomysł żeby zadzwonić do Ali. Karol przyszedł razem z nią na fosę i dostało mu się troszkę xD. Nie wiem dokładnie jak bardzo bo byłam zajęta rozmową z Alą i Anką. Po chwili Anka zmyła się do domu. My też długo nie siedzieliśmy na fosie. Odprowadziliśmy Alę na przystanek i poszliśmy w stronę domu Łukasza. Chłopacy mieli mieć „sesyję”. Zapytałam czy mogę wpaść do nich na trochę bo byłam umówiona na później. Zgodzili się.
Wcale nie było tak źle ^_^. Pośmiałam się troszkę. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie zaczęła rozwalać ich „sesyji”. Złapał mnie dołek... W końcu w poniedziałek miałam iść po wyniki badań od których mogło wszystko zależeć. Chłopcy pocieszyli mnie jakoś ^_~ i zebraliśmy się do domu. Poszłam z Aśką poszwędać się po mieście, ale nikogo już prawie nie było. Koło 9 wylądowałam w domu. Na szczęście mieliśmy gości, bo znów by mi się ochrzan dostało.
W poniedziałek rano pojechałam do lekarza a w moim pokoju siedział Łukasz. Nie wiem co on robił na moim gg, ale to szczegół. Mam nadzieję, że nikogo nie obraził, ani nie wypytywał o nic, bo go zabiję = =’. Ale pomógł mi trochę w pracy w czasie mojej nieobecności. Jest kochany xD. O 14 z minutami znów byłam o Łukasza. Od drzwi przywitało mnie jedno pytanie: „I jak?” Nienawidzę tego pytania. Powiedziałam prawdę. JUŻ praktycznie po wszystkim. Teraz pozostały tylko badania kontrolne co miesiąc i wszystko może wróci do normy. Jestem strasznie zadowolona. Aż mama się dziwi że mam tak dobry humor.
A dziś z samego rana byłam na „naszym miejscu”. Zapaliłam świeczkę i poszłam sobie. Bo wiedziałam że jak mama się obudzi a mnie nie będzie w domu to dostanę ochrzan ==’ że znów się gdzieś szwędam po nocach.
A wieczorkiem pójdę na cmentarz do dziadka. Kto wie może jeszcze pojadę na Dywity... choć wątpię... Nie mam zbytnio ochoty. Najchętniej przesiedziałabym cały dzień nad Łyną na „naszym miejscu”.
To chyba tyle z dnia dzisiejszego.
Tak często mawiał mój przyjaciel, mówię to i ja. Trzeba nauczyć się korzystać z życia.
„Maluj kolorami, które zostały Ci dane”
komentarze [8]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.