
kolejny dzień... a wyjazd się zbliża
kolejny badziewny dzień w szkole. nie mogłam iść na pierwszą lekcję, bo musiałam się pouczyć na angola, a na historii w pierwszej ławce to za nic by nie przeszło -_-. poszłam z Pauliną do czytelni i się pouczyłyśmy troszkę. 2 kolejne lekcje to tylko angielskie. na pierwszym siedzieliśmy i nic nie robiliśmy, a miał być sprawdzian. a na drugiej ja z Sandrą go pisałyśmy bo ja jutro zaliczam tabele, a jej pewnie nie bedzie, a obie chcemy mieć to z głowy.
później gegra. myślałam że będzie praca klasowa i chyba w sumie tylko po to polazłam do szkoły, ale oczywiście moja mądra klasa to przełożyła, no nie ma jak genialni ludzie, a niedaj Boże komuś się nie powiedzie i ciekawe kiedy się to poprawi? :/
no a później wyszłam. podobno babka od histy jest na mnie wściekła. no ale co ja poradzę że dziś byłam tylko na durną gegrę w szkole? jeszcze spóźniłam się do lekarza, a później pod elektronem też byłam za późno... :/ i co tu poradzić. wszędzie się spóżniam. trzeba przystopować.
Dziś widziałąm się z Miśkiem. odrazu poprawił mi się humorek, ale to chyba normalne że najbliżsi tak na nas działają :) do szczęścia już niewiele zabrakło... zabrakło czasu, bo mamuśka dziś jak zwykle niewiele mi go dała.
jutro miałam nie iśc na matmę, ale chyba jednak pójdę, bo i tak mnie nie zapyta z niczego, a wolę nie być w plecy tym bardziej że matma nigdy moją mocną stroną nie była. cóż... takie życie. ale i tak będę korków z matmy potrzebowała bo inaczej nie zdam -_-" czemu ta babka nic a nic nie umie tłumaczyć?
a później pójdę pewnie na miasto. nie wiem jeszcze sama, ale pewnie mnie ludzie wyciągną tym bardziej że mało czasu już mi zostało :P już we wtorek wyjazd. strasznie się cieszę :) ludzie cieszcie się odpoczniecie ode mnie w końcu :) i trzymajcie kciuki żeby wszystko się udało :)
no to ja kończę :*
komentarze [8]
.'since we have no place to go, let it snow, let it snow, let it snow'.